Kilka dni później zaoczny wyrok rozwodowy został uchylony, a postępowanie eksmisyjne wstrzymane.
Ale wiedziałam, że Artiom się nie zatrzyma.
Pewnego wieczoru Antonina pojawiła się sama pod moimi drzwiami.
Bez komorników.
Bez krzyków.
Makijaż miała rozmazany i nagle wyglądała znacznie starzej.
— Przyszłam porozmawiać — powiedziała.
Wpuściłam ją.
Usiadła w ciszy w przedpokoju.
— Nie śpię po nocach — przyznała. — Cały czas myślę o tym, co mi powiedziałaś. O tym, że Artiom chce mnie oszukać.
— Nie musisz mi wierzyć. Przeczytaj jego wiadomości.
Spuściła wzrok.
— To mój syn.
— Jest też dorosłym człowiekiem, który potrafi kłamać.
Potem zapytała mnie o ciążę.
Powiedziałam jej prawdę.
— Prawnie Artiom jest ojcem. Biologicznie nim nie jest. Artiom jest bezpłodny. Skorzystaliśmy z dawcy. Zgodził się na wszystko.
Spojrzała na mnie wstrząśnięta.
Zaproponowałam, że pokażę jej dokumentację medyczną.
Po długim milczeniu wyszeptała:
— Czyli mimo wszystko będę miała wnuka.
— Jeśli uznam, że zasługujesz, żeby być częścią jego życia.
To ją zabolało.
Ale nie zamierzałam już chronić jej uczuć.
Przyznała, że nie wie już, komu wierzyć.
Dałam jej wybór.
Mogła dalej pomagać Artiomowi, a wtedy otwarcie będę z nim walczyć o mieszkanie, pieniądze i alimenty.
Albo mogła powiedzieć prawdę i przestać pomagać mu w wyrzuceniu mnie z domu.
